niedziela, 12 czerwca 2011

Pierwszy raz-na lawendowo:-)

Do niedawna pisałam sobie na fejsbuku ,lecz pewnego dnia,jednym zgrabnym kliknięciem przestałam tam istnieć.I co? I nic. Żadnych maili z błagalnymi prośbami,abym wszystko odkręciła,reaktywowała,i się ostała jednak pomimo. Nic z tych rzeczy.Jedynie Ania porwała trochę włosów z głowy,zapewniając mnie,że lubiła czytać moje posty,bo umacniały ją w wierze,że ze mną wszystko ok. A ona musi się przecież upewniać,bo tak sama z siebie to ona siły i wiary aż tyle nie ma.No więc dobrze-myślę sobie-przestałam wypisywać mądrości-trzymam je w sobie--wszelkie codzienne eureki--międlę i trawię,i niby robię się od tego wszystkiego mądrzejsza-tyle,że coś jest na rzeczy...Bo,jak to kiedyś powiedział Christopher McCandless-"Happiness only real when shared"...
Prosto z drzwi będę pisać,jako zawsze pisałam.I nigdy nie będę goło-słowna:-) Rano-prosto z drzwi łazienki-do klawiatury.Po odpaleniu kompa,zanim w nim  się wszystko przywoła z kosmosu-polecę do kuchni po kawę,i prosto z drzwi kuchennych-do klawiatury,która już uformuje szyk bojowy-teraz wystarczy klikać jeno,aby powstało to,co będzie jako-takim odzwierciedleniem pola bitwy,jakie w głowie powstaje,z sukcesywnie zmieniającymi się układami sił.I co dziwne-ja nigdy nie wiem,jaka bitwa mnie czeka.Czy wytoczą mi się armaty,czy pojadę otwartym ogniem,czy może gdzieś zza rogu strzelę sobie raz,a celnie,i ucieknę precz? 
Wieczorem-także prosto z drzwi,po wieczornych zajęciach-dopadnę kompa,aby zapisać to,co mi w duszy grało przez calutki dzień-i znowu przekonam się,że myśli puszczone wolno formują się w całkiem zgrabne,wręcz odkrywcze konkluzje--ale juz podczas prób ujęcia myśli w słowo pisane-tracą myśli na wartości-tak moje rzemiosło kuleje.... Ale nie poddaję się-ba!-jak widać tu oto-idę na całość,pełna wiary i nadziei:-) 
Zaraz się opublikuję,i sama zobaczę,jak się mnie czyta:-) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz